Trafiłam tam zupełnie przypadkiem.
Jest to wieś położona niedaleko, władzę świecką i religijną sprawuje miejscowy Proboszcz. On też, ku uciesze swych owieczek, zorganizował zabawę na świeżym powietrzu, festynem zwaną.
By promować zdrowy tryb życia zorganizowano liczne konkursy sportowe. Młodzi zwycięzcy z radością odbierali puchary oraz drobne upominki, tłum niemrawo bił brawo i pił piwo.
By promować dobrą zabawę wynajęto zespół muzyczny i urządzono przytup. Czas płynął, boisko (będące tej nocy parkietem) opuszczały dziewczynki w jasnych sukienkach, a ich miejsce zajmowali podpici, roześmiani i pląsający dorośli. Doprawdy, bawiła się cała wieś, pan w białej koszuli energicznie obracał coraz to inną sąsiadkę, a pani w czarnym topie nieśmiało poruszała się w białych szpileczkach. Jedni radośnie śpiewali, inni jeszcze radośniej zawodzili.
Proboszcz pamiętał jednak o swej posłudze.
By poddani zanadto mu się nie rozochocili upałem, alkoholem i ruchem ciał, zadbał on o ich ducha. Dlatego też tańce przerwano i wszyscy odśpiewali wspólnie pieśni religijne oraz apel jasnogórski, po czym wrócono do zabawy. Duchowny tańczył wraz z owieczkami, podpytując tych i owych o to jak się bawią. Zwracał też uwagę, że nie można pić na boisku. Można przecież na trawie obok.
Dziś zapewne do południa ciągniki stały, a na wsi panował spokój. Trzeba przecież odpocząć po niedzielnej hulance!
poniedziałek, 29 czerwiec 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)